I cóż ja mogę sam o sobie napisać?
Chyba powinienem zacząć od tego, że nazywam się
Cyprian Pawlaczyk.
Chociaż odkąd pamiętam, przyjaciele wołają na mnie
Cypis.
Urodziłem się już jakiś czas temu na Śląsku.
Tam się również wychowałem. Niestety - nie dane mi było tam zostać.
Mieszkam sobie to tu, to tam - od wielu lat najczęściej bywam w Stolicy (Warszawa),
ale regularnie kursuję między Chorzowem (skąd w końcu pochodzę) a Koziegłowami
(gdzie znalazłem swój kąt).
Jestem trzeźwo stąpającym po świecie marzycielem.
Jestem włóczykijem - tak mnie ktoś kiedyś nazwał.
Siedzi we mnie jakiś niespokojny duch.
On chyba jest odpowiedzialny w największym stopniu za to co robię.
To, że przyciąga mnie przygoda.
Brzmi nieprawdopodobnie, ale taki właśnie jestem.
Tak mi się przynajmniej wydaje.
Mam kilka pasji.
Najważniejszą - jest mój mały synek - Tomaszek
No - może już nie taki mały.
Rośnie jak na drożdżach, zmienia się, uczy się.
I zaczyna już ze mną podróżować.
Ale są także podróże i fotografia, książki, samochody.
Te pasje przeplatają się niemalże bez przerwy w moim życiu. Podróże i fotografia.
Dzisiaj podróżuje najczęściej (a właściwie wyłącznie) przy użyciu samochodu,
w którego bagażniku zawsze leży aparat fotograficzny.
Zwiedziłem już wiele krajów, wiele ciekawych miejsc, a w głowie kolejne plany -
kolejne miejsca zamierzam niedługo odwiedzić.
Swoimi pasjami staram się zarażać wszystkich chętnych. Stąd pomysł prowadzenia
tej strony.
Jako, że mam naturę zbieracza, to z każdej wyprawy przywożę wiele ciekawostek,
wiele pamiątek.
Ale największą i najważniejszą są moje zdjęcia.
Może nie zawsze są najlepszej jakości, ale stanowią wspaniałą dokumentację
moich wyczynów.
Sporą część z nich można podejrzeć właśnie na tej stronie, przede wszystkim
w działach: - RELACJE Z PODRÓŻY -- GALERIE ZDJĘĆ -
ale jest to niewielki wycinek mojej foto-przygody (całe moje archiwum to już
kilkadziesiąt tysięcy zdjęc).
Nie jestem artystą - fotografikiem, raczej podglądam świat i tak jak go widzę,
tak go na zdjęciach pokazuję. Moje zdjęcia to raczej fotoreportaże.
Nie potrafię używać cudów techniki jakimi są programy retuszerskie.
I z własnego wyboru tego nie robię.
A że świat bywa ciekawy, to i mnie czasem udaje się zrobić ciekawą fotkę.
Od czasu do czasu moje fotki pojawiają się w różnych publikacjach.
Jedno z czasopism
WYPRAWY 4x4
wydrukowało w odcinkach dwie moje relacje z podróży - afrykańską i kaukasko-irańskie
wyczyny.
Więcej materiałów zawierających moje zdjęcia (a czasem również i teksty)
znaleźć można w dziale
W MEDIACH.
Książki.
Moja przygoda z literaturą rozpoczęła się od "W pustyni i w puszczy",
sienkiewiczowskiej "Trylogii" i serii książek Alfereda Szklarskiego o
Tomku Wilmowskim.
A potem to już samo jakoś dalej poszło.
Nie mniej - powyższe tytuły to przede wszystkim przygoda.
I może właśnie dlatego tak ciągnie mnie w świat.
Podróżując prowadzę dzienniki.
Pisarz ze mnie pewnie mizerny, ale za to przygody ciekawe.
I to druga metoda - po fotografii - na jej udokumentowanie.
Pytanie tylko, czy ktoś to przeczyta.
Mam nadzieję, że tak.
Od jakiegoś czasu udaje mi się publikować moje teksty.
W kilku "papierowych" periodykach, a także dość regularnie w różnych internetowych
serwisach.
Pojawił się nawet pomysł własnej książki, ale ...
Ale na to chyba jest jeszcze nieco za wcześnie.
No i w końcu samochód.
Od dziecka nie mogłem wysiąść z samochodu. I to mi pozostało do dzisiaj.
Jeździłem wieloma różnymi samochodami, nie tylko własnymi.
Długi czas jeździłem i podróżowałem starą beemką, która całkiem sprawnie
dowioziła mnie w różne zakątki świata. Był to niezawodny wóz, który nie bał się
chyba niczego. Obawy zawsze miał mój mechanik, który jednak całkiem sprawnie
sobie z tym samochodzikiem radził.
Auto przejechało dwadzieścia kilka krajów Europy i Azji.
Niestety - po kilku latach użytkowania i przejechaniu kilkuset tysięcy km
najnormalniej w świecie odmówiła posłuszeństwa. Widocznie przyszedł jej kres.
Mam tylko nadzieję, że jej kolejny właściciel chociaż troszkę o nią dba ...
Jako że w planach są kolejne dalekie podróże to pojawiają się kolejne wymagania.
Na początku roku 2006 zdecydowałem się na nową inwestycję.
Nowa inwestycja to nowy (w cudzysłowie rzecz jasna) środek transportu.
Po długim namyślę, a także za namową takiego jednego speca (z Katowic)
zainwestowałem w angielski samochód marki LAND ROVER DISCOVERY 300 tdi,
którego pieszczotliwie przezwaliśmy "Dyskoteką".
Podobno to jedyny słuszny wybór ...
Z tym nie zamierzam dyskutować.
Od kilku lat, wraz z katowickim specem i przy wydatnej pomocy moich szefów
oraz załogi, próbuję zbudować z niego samochód wyprawowy.
Czas pokaże, czy to się uda.
W sumie to chyba się udało.
W końcu "Dyskoteka" ma już na koncie dwie dużę wyprawy (afrykańską i Jedwabny Szlak),
a także udział w kilku mniej lub bardziej uciążliwych imprezach - zjeździło
przecież Rumunię, Bałkany, Albanię.
I to wszystko mimo szyderczych uwag co poniektórych kolegów off-road'owców -
"Dyskoteka" dzielnie radzi sobie i ciągle prze przed siebie.
A kolejne plany będą weryfikowały jej stan oraz wymuszały kolejne przeróbki.
Samochodzik doczekał się nawet artykułu o samym sobie.
PRZED MODYFIKACJAMI:
PO MODYFIKACJACH - NA AFRYKAŃSKICH BEZDROŻACH:
Później nastąpiła chwilowa przygoda z kolejną beemką.
Ale to już była niestety porażka.
Niby nowszy model, ale w niczym nie przypominał tej pierwszej.
To już była raczej limuzyna niż pojazd - towarzysz dla podróżnika.
Więc krótka przygoda dość szybko została zakończona.