STRONA GŁÓWNA RELACJE Z PODRÓŻY
Sierpień 2008 r.
Legoland
Od czasu do czasu należy wziąć pod uwagę potrzeby najmłodszych.
W ten sposób urodził się pomysł wyjazdu do niemieckiego Legoland'u.
Założenia były takie, że jedziemy do tego parku ze względu na Tomka, ale jak było naprawdę -
czas i miejsce zweryfikowały to.
21.08.2008 r. - Czwartek
Wyjazdem żyjemy już od jakiegoś tygodnia. Nie jest to może wielka wyprawa, nie mniej,
by dotrzeć na miejsce potrzebujemy kilkunastu godzin i do przebycia mamy ponad 1300 km.
Zabawa zaczyna się w Warszawie, skąd koło południa wyruszam w kierunku Sochaczewa, aby
odebrać towarzyszy podróży - Wiolę i Marcina. Razem kierujemy się na Śląsk, a właściwie
w rejon Koziegłów, gdzie u rodziców czeka na nas już Tomek.
Po przepakowaniu samochodu ruszamy w drogę.
Mijamy okolice Lublińca i Strzelec Opolskich, gdzie widzimy szkody jakie wyrządził niedawny
huragan. Później jedziemy, a właściwie się toczymy autostradą na Wrocław. Późnym wieczorem
docieramy do granicy z Niemcami, którą przekraczamy bez zatrzymania i wjeżdżamy z inny (drogowy)
świat.
Niemieckie autostrady - nie są to drogi dla samochodów pokroju mojej Dyskoteki, ale
BMW jakoś odżyło. I nawet nie zauważamy, kiedy mijamy kolejne duże miasta.
Po kilku godzinach jazdy zbliżamy się na tyle do Ulm, że zatrzymujemy się na jednym z
autostradowych parkingów i zażywamy drzemki.
22.08.2008 r. - Piątek
Ranek wita nas całkiem przyjemną pogodą. Męska część zniosła noc w samochodzie w stanie
bardzo dobrym, natomiast Wiola wyglądała na całkiem nieszczęśliwą. Ale cóż zrobić - musiała
się do nas dostosować - w końcu jest nas trzech na jedną ...
Poranna toaleta i gnamy na pierwszą stację benzynową, z nadzieją, że będzie znajdował
się tam bar. Nie pomyliliśmy się, zamówiliśmy więc śniadanie.
Niestety - ten rodzaj spędzania poranków w Niemczech zdecydowanie odradzamy. Nie dość,
że ceny posiłków w barze były chyba wzięte z kosmosu, to jeszcze jedzenie było raczej
przeciętnej jakości. Ja zjadłem coś w rodzaju mielonego usmażonego z jajkiem sadzonym.
Generalnie nie należę do osób narzekających na posiłki, ale jadłem już ciekawsze rzeczy ...
Przed samym Ulm natrafiamy na korek na autostradzie. I tu wielka niespodzianka. Wszyscy
kierowcy stoją grzecznie w kolejce, zwłaszcza TIR-y, które nie opuszczają prawego pasa.
Na CB słyszymy kilku polskich "niezbyt rozgarniętych" kierowców, którzy mimo narzekań
nie ruszają się ze swojego pasa. Czyżby niemiecka policja na tyle rygorystycznie karała
kierowców, że nawet polscy chojracy nie decydują się na zmianę pasa?
Kilkadziesiąt minut przed czasem docieramy do Günzburg, gdzie znajduje się główna atrakcja -
niemiecki LEGOLAND. Tomek jeszcze nie wie, gdzie jedziemy, to ma być dla niego wielka
niespodzianka, ale kręci się już w foteliku bardzo niespokojnie.
Gdy wjeżdżamy na parking wszystko staje się jasne. Już z daleka widać stylizowane klocki
LEGO - Tomek z radości mało nie oszalał. Po prawdzie - my w okienku kasowym również ...
Chociaż z drugiej strony w cenie biletu zawarte jest praktycznie wszystko z wyjątkiem
jedzenia, napojów, ekstra fotografii no i ... klocków LEGO, rzecz jasna.
Raz się żyje.
Musimy chwilę zaczekać na otwarcie parku. Wielka grupa dzieciaków, podobnie jak Tomek,
oczekuje z wielką niecierpliwością na otwarcie. No i w końcu zostajemy wpuszczeni do
środka. I zaczyna się ...
LEGOLAND - to wielki park rozrywki. Jest podzielony na kilka części. Główną, zajmującą
centralną część - jest ekspozycja zbudowana z klocków LEGO niemalże w całości. Znajduje
się tutaj m.in. kopia centrum Berlina, portu w Hamburgu, lotnisko i Alianz Arena z
Monachium, plac św. Marka z Wenecji i wiele innych. Wiele ciekawostek można "wzbudzić" -
tramwaje, statki, pociągi, samochody, a nawet tańczące postacie na "love parade". Tomek
nie wiedział na czym się skupić. W końcu wybrał sobie pociąg, za którym w kółko biegał.
Dawno nie widziałem w tym małym człowieczku aż tyle radości.
A potem było jeszcze lepiej ...
Dookoła miasteczka LEGO zlokalizowane są różne atrakcje. M.in. kilka różnych kolejek
górskich (my po najmniejszej mieliśmy już serdecznie dość - no, właściwie wszyscy
z wyjątkiem Wioli, bo ta się dopiero zaczęła rozkręcać).
Później kilka wycieczek mikro samochodami, jedna po safari parku, gdzie wszystkie zwierzęta
zbudowane były z klocków, a słoń nawet nas wodą z trąby potraktował.
Jedną z najbardziej żywiołowych atrakcji był zjazd wielką łodzią z wysokiej góry do
jeziora - wyszliśmy przemoczeni. A Tomek miał największą uciechę, gdy rozebrany do
majtek płynął na statku pirackim i walczył wodną armatką z innymi dzieciakami.
Po wizycie na łodzi nie mieliśmy obaj wyboru - musieliśmy odwiedzić suszarnie.
Całodzienne zwiedzanie zakończyło się w sklepie z klockami (a jakże), gdzie wydaliśmy
troszkę gotówki na pamiątki dla Tomka.
Ruszyliśmy w kierunku Monachium. W połowie drogi zdecydowaliśmy się na nocleg. Wybór padł
na Augsburg. Zakwaterowaliśmy się dość wcześnie w małym, aczkolwiek bardzo sympatycznym
pensjonacie i ruszyliśmy na podbój miasteczka.
Augsburg to bardzo przyjemne, spokojne miasteczko. Znaleźliśmy niezłą włoską knajpkę,
gdzie każde z nas znalazło coś dobrego do zjedzenia, a po kolacji - z racji psucia się
pogody - wróciliśmy do pensjonatu, gdzie wieczór spędziliśmy bardzo przyjemnie przy białym
reńskim winie.
23.08.2008 r. - Sobota
Poranek nas nie zachwycił.
Droga do Monachium minęła nam niemalże błyskawicznie (ehh - te niemieckie autostrady).
W Monachium mieliśmy w planach odwiedzenie muzeum jednej z dwóch ulubionych moich marek
motoryzacyjnych - BMW. Z daleka widoczny był już charakterystyczny biurowiec w kształcie
czterech cylindrów.
Zostawiliśmy nasz samochodzik w podziemnym parkingu (gdzie wśród luksusowych limuzyn wyglądał
jak ubogi krewny) i ruszyliśmy na podbój centrum BMW.
Pierwszy budynek - BMW Tower - to ekspozycja wszystkich aktualnie produkowanych samochodów i
motocykli, a także miejsce, gdzie na interaktywnych stanowiskach można zapoznać się z
wszelkimi nowinkami technologicznymi firmy. Można poznać zasadę działania silników (zarówno
konwencjonalnych spalinowych jak i wodorowych), skomponować sobie własne auto,
pobawić się na symulatorach czy zobaczyć bolid F1.
Świetna zabawa.
Ale jeszcze ciekawsza rozrywka czekała na nas w sąsiednim budynku - w muzeum marki.
Tutaj skompletowano większość najważniejszych pojazdów w historii firmy. Ekspozycji
jest kilka - jedna prezentuje najbardziej luksusowe modele, inna poświęcona jest
wyłącznie samochodom M-Power, jeszcze inna to auta koncepcyjne, na bazie których
wprowadzono wiele samochodów do produkcji. A najciekawsza chyba z ekspozycji dotyczyła
pojazdów futurystycznych, gdzie mieliśmy okazję podziwiać najnowszy pojazd BMW z nadwoziem
uszytym z tkaniny (!!!).
Jest to niezwykłe muzeum, przeznaczone jednakże dla pasjonatów.
Po wizycie w muzeum zastanawialiśmy się, co jeszcze zobaczyć w tym ogromnym mieście
podczas krótkiego bądź co bądź popołudnia.
Wybór padł na Schlosspark Nymphenburg. Jest to ogromny pałac z przylegającym do niego pięknym,
chociaż może nazbyt uporządkowanym, parkiem. Niestety pogoda w dalszym ciągu nam
nie sprzyja, więc decydujemy się na wizytę w zlokalizowanym w jednym ze skrzydeł pałacu
Muzeum Historii Naturalnej.
Niestety - Niemcy jakoś nie przewidują możliwości zwiedzania muzeum przez obcokrajowców,
więc wszystkie atrakcje były opisane wyłącznie po niemiecku. Nie mniej - dla młodzieńca
(5-cio letniego) pokroju Tomka wizyta w takim muzeum to również wielka atrakcja.
Wszystko można było tu dotknąć, poruszać, obejrzeć.
Po wizycie w muzeum na moment się przejaśniło, pojawiło się słoneczko i zrobiło się na
dworze całkiem przyjemnie. Moment ten wykorzystaliśmy na spacer i wypoczynek na świeżym
powietrzu w pałacowym parku. Niestety - przyjemność ta była raczej krótkotrwała, i po
najdalej godzinie pogoda znowu się zepsuła.
Zdecydowaliśmy się na krótką wizytę w centrum Monachium, gdzie chcieliśmy również zjeść
jakiś obiad (w założeniu - lokalny, niemiecki).
Pojechaliśmy więc do ścisłego centrum.
Stolica Bawarii to ogromne miasto. Pełne samochodów (najróżniejszych, niespotykanych w
Polsce marek), ale również doskonale skomunikowane. Zostawiliśmy samochód na jednym
z podziemnych parkingów i ruszyliśmy na spacer po starówce.
Centrum Monachium to gra kontrastów.
Z jednej strony zabudowa pięknego ratusza, z drugiej - nowoczesne budynki.
Jedyne co troszkę zniechęca to tłumy.
Ale to jest bolączka wszystkich większych miast - centrów turystycznych.
Spacerując po mieście obserwujemy bogactwo i porządek, tak typowe dla Niemiec.
W końcu zmęczeni i bardzo głodni trafiamy do restauracji, którą wybraliśmy wśród
dziesiątek innych jako typową dla tego regionu. No i dobrze sobie pojedliśmy.
Końcówka dnia to wyjazd z Monachium w kierunku na Ingolstadt, w którym się kwaterujemy.
A wieczór spędzamy przy białym reńskim winie.
24.08.2008 r. - Niedziela
Poranek w Ingolstadt jest raczej chłodny i pochmurny. Ale nam to specjalnie nie przeszkadza -
w końcu przyjechaliśmy tutaj wyłącznie w celu odwiedzin w muzeum kolejnej motoryzacyjnej
korporacji - AUDI.
Tutaj mamy okazje podziwiać eksponaty zarówno współcześnie produkowane, koncepcyjne jak
i historyczne, w tym także nieistniejących już marek Horch, Auto Union, NSU, DKW od
których historia się zaczęła.
Dużo można opowiadać.
Największą frajdę jak zwykle miał Tomek, najmłodszy uczestnik tej wycieczki.
Droga powrotna do Polski zajęła nam dużo mniej czasu, niż przejazd od granicy do Katowic.
Niestety - nam jeszcze daleko do poziomu komunikacyjnego Niemiec.
Chyba nigdy go nie osiągniemy.
Autor: Cyprian Pawlaczyk
Uczestnicy wycieczki:
- Tomasz Pawlaczyk
- Wioletta Strabała
- Marcin Kubiak
- autor
- BMW 530 d kombi,
Więcej zdjęć z wyprawy:
GALERIA ZDJĘĆ - LEGOLAND GALERIA ZDJĘĆ - MUZEUM BMW GALERIA ZDJĘĆ - MUZEUM AUDI